Według najnowszego badania organizacji ochrony konsumentów Public Citizen, projekty kryptowłasności Trumpa kosztowały inwestorów około 4,7 miliarda dolarów. Brzmi to jak liczba, której trudno sobie wyobrazić? Ja też tak uważam. Ale najgorsze w tym nie jest sama suma, lecz sposób, w jaki ją zebrano: poprzez wątpliwą mieszankę politycznej agitacji, obietnic marketingowych i odrobiny „ufaj mi, jestem Trumpem”-postawy.
„Bezpieczny” Stablecoin: WLF bez poważnych ran – ale z grubymi znakami zapytania
On i jego syn Eric stworzyli stablecoina „World Liberty Financial” (WLF) – cyfrowy substytut dolara skierowany do zwolenników Trumpa. Według badania, inwestorzy nie ponieśli tutaj „znaczących strat”. Brzmi to uspokajająco, prawda? Ale chwila: projekt, który jest stabilny tylko dlatego, że jeszcze nie przeszedł prawdziwej próby, niekoniecznie jest gwarancją bezpieczeństwa.
Stablecoiny utrzymują się dzięki temu, że faktycznie utrzymują obiecaną wartość – w tym przypadku 1:1 względem dolara. Ale kto to gwarantuje? Rodzina Trumpów? Whitepaper? Społeczność? Rzeczywistość wygląda tak: stablecoiny są tak mocne, jak ich najsłabsze ogniwo. A w projekcie mocno powiązanym z politykiem, który dzieli społeczeństwo, zaufanie może zniknąć szybciej niż wpis na Twitterze Elona Muska.
Miliony spalone: Od cyfrowych kolekcjonerskich kart po „kryptowalutę Trumpa”
Podczas gdy stablecoin WLF wyszedł jeszcze względnie suchą nogą, w przypadku innych projektów sytuacja wygląda ponuro. Trzy przykłady pokazują, jak szybko z gorącego powietrza stają się zimne straty:
1. Trump Digital Trading Cards (TDTC)
Pomysł brzmiał początkowo uroczo: ekskluzywne cyfrowe karty kolekcjonerskie w formie NFT, wyposażone w memy, przesłania polityczne i – rzecz jasna – wizerunek byłego prezydenta. Ale hype był ulotny niczym obietnica z kampanii wyborczej. W ciągu kilku miesięcy ceny spadły o ponad 90 procent. Wielu nabywców zostało z bezwartościowymi tokenami, podczas gdy rodzina Trumpów zbierał
a swoje prowizje.
2. DJT Coin: Gra na powrót Trumpa – i zła inwestycja
DJT Coin miał być powiązany z sukcesem kampanii wyborczej Trumpa. Brzmiało to jak bezpieczna stawka? Bynajmniej. Mimo masywnych kampanii marketingowych i wsparcia ze strony celebrytów (kto nie pamięta tweetów czy wywiadów na YouTube?), wartość monety spadła o ponad 70 procent. A najgorsze: wielu inwestorów nie było doświadczonymi traderami kryptowalut, lecz zwykłymi fanami Trumpa, którzy liczyli, że „właściwa” decyzja inwestycyjna pomoże im także w politycznym opowiedzeniu się.
3. World Liberty Financial – bank kryptowalutowy, który nigdy nie wystartował
Poza stablecoinem planowano stworzenie w pełni funkcjonalnego banku kryptowalutowego. Plany jednak utknęły w miejscu. Partnerzy się wycofują, organy regulacyjne przyglądają się uważnie, a pytanie nie brzmi czy, ale kiedy ten projekt zniknie w otchłani. Gdyby upadł, kolejne miliardy mogłyby pójść z dymem.
Polityka jako model biznesowy: Gdy nazwisko Trump staje się ryzykiem
Prawdziwy problem we wszystkich tych projektach nie tkwi w samej technologii – lecz w wymieszaniu polityki z zyskiem. Trump wykorzystuje swoją bazę zwolenników niczym bank: reklamuje się swoim prestiżem, politycznymi obietnicami i poczuciem, że stoi się „po właściwej stronie”. Podczas gdy regulowany bank musi oferować co najmniej minimalną transparentność i zabezpieczenia, tutaj mamy do czynienia z wysoce spekulacyjnymi zakładami – bez siatki zabezpieczającej.
„Trump wykorzystuje swoją polityczną bazę zwolenników niczym bank”, mówi przedstawiciel Public Citizen. I to nie jest obrazek nieszkodliwy. Banki operują na depozytach chronionych przez prawo. W projektach kryptowłasności Trumpa takich zabezpieczeń nie ma. Zamiast tego: marketing, hype i nadzieja, że ktoś inny zapłaci rachunek – jeśli nie teraz, to może później.
Co będzie dalej? SEC się budzi – ale za późno dla wielu
Amerykańskie organy, przede wszystkim SEC, dawno zauważyły, że sławy takie jak Trump prowadzą niebezpieczną grę z projektami kryptowłasności. Jednak regulacje pozostają w tyle – jak to często bywa w świecie kryptowalut. Eksperci obawiają się, że w przypadku powrotu Trumpa do Białego Domu, mógłby on dalej forsować swoje plany kryptowłasności. Jego „cyfrowa gospodarka” mogłaby wówczas stać się czymś więcej niż tylko zabawką dla spekulantów – mog
📰 Czytaj dalej
→ JTO w bessieje – czy niedźwiedzie są zagrożone?→ Solana spala miliony SOL – Dlaczego popyt przewyższa podaż→ Stablecoiny jako katalizator pożaru: Dlaczego następny kryzys walutowy może być trudniejszy do opanowania