To nie jest drobny szczegół, lecz prawdziwy punkt zwrotny. Nigeria nie jest bowiem byle gdzie na świecie: według Chainalysis kraj ten od lat należy do top 5 pod względem wykorzystania kryptowalut. Dlaczego? Ponieważ naira nigeryjska w ostatnich latach wielokrotnie traciła na wartości. Dla wielu Nigeryjczyków bitcoin, stablecoiny i inne kryptowaluty stały się czymś w rodzaju polisy ubezpieczeniowej – a jednocześnie narzędziem do transferowania pieniędzy za granicę, gdy miejscowa waluta ponownie traci na wartości. Jeśli ktoś kiedykolwiek zastanawiał się, dlaczego kryptowaluty są w Nigerii tak popularne, wystarczy spojrzeć na dane dotyczące inflacji z ostatnich lat.
Ale teraz pojawia się duży „ale”: w przyszłości lokalne giełdy kryptowalutowe i dostawcy usług depozytowych będą musiały dysponować minimalnym kapitałem w wysokości 2 miliardów nair (około 1,3 miliona dolarów amerykańskich). Dla wielu mniejszych dostawców to zabójcza bariera. Kto bowiem startuje z takim kapitałem? Skutek? Masowa koncentracja rynku, w której przetrwają tylko najwięksi – a mali zostaną z tyłu. Do tego dochodzi planowane 120-procentowe zabezpieczenie dla stablecoinów denominowanych w walutach obcych. Brzmi rozsądnie, prawda? W praktyce oznacza to jednak, że za każdego wydanego
dolara w stablecoinach musi znajdować się 1,20 dolara w rezerwie. To może poważnie ograniczyć płynność rynku i uczynić handel mniej atrakcyjnym.
Rząd twierdzi, że chodzi o minimalizację ryzyka: mniej oszustw, mniej prania brudnych pieniędzy, większa stabilność. Jasne, nikt nie chce dzikiego wzrostu nieregulowanych dostawców, którzy pewnego dnia wezmą pieniądze ludzi i znikną. Ale pojawia się pytanie: czy naprawdę trzeba dusić rynek, aby to osiągnąć?
Nastroje w nigeryjskiej scenie kryptowalutowej są podzielone. Niektórzy mówią: „Wreszcie jasne zasady, wreszcie bezpieczeństwo!” Inni ostrzegają: „To ingerencja w naszą wolność finansową. Wielu się teraz ponownie zwróci do ukrytych metod – a te są jeszcze bardziej ryzykowne”. Bo jedno jest pewne: jeśli duże globalne platformy opuszczą rynek, bo nie będą w stanie lub nie zechcą spełniać nowych wymogów, wielu Nigeryjczyków zostanie z niczym. Lub będą musieli polegać na nieformalnych kanałach – a te, niestety, często nie znają żadnych reguł.
Nigeria stoi przed prawdziwym wyzwaniem. Z jednej strony kraj potrzebuje regulacji, aby zbudować zaufanie do aktywów cyfrowych. Z drugiej – te regulacje nie mogą być tak restrykcyjne, by dusić innowacje i blokować dostęp do globalnych rynków. Być może najlepszą drogą nie jest wprowadzanie jeszcze większej liczby przepisów, lecz prawdziwy dialog: między rządem, firmami kryptowalutowymi i ludźmi, którzy każdego dnia pracują z bitcoinem i innymi kryptowalutami. Bo ostatecznie nie chodzi o paragrafy, lecz o finansową przyszłość milionów Nigeryjczyków. A oni zasługują na to, by być wysłuchanymi.
📰 Czytaj dalej
→ USA tworzą nowy rodzaj „krypto-banków” – ale działają zupełnie inaczej→ BitMart walczy o restart: Wierzyciele mogą wkrótce otrzymać pierwsze rekompensaty